9.00
,,Ambulatorium"
Dzeń rozpoczełem poranna wizytą u Sary.Wiecie o co chodzi,takie rutynowe badania.Nie mogłem sie powtrzymac i porozgladałem się troche po pokoju w celach poszukiwawczych kwiatka,ktorego jej dałem.Zrobiło mi sie lzej kiedy zobaczyem go lezacego wsród leków.
-Zatrzymałaś go-zaczełem z usmiechem
-Co zatrzymałam?-zdziwiła się
-Kwiatek.
-Jestem jak chomik, niczego nie wyrzucam-,,ta"-pomyslałem
-O tak, te rupiecie tutaj, są... przytłaczające-powiedziałęm rozbawiony
-Musiałbyś widzieć moje mieszkanie.
-Wow.Nawet jeszcze nie byliśmy na pierwszej randce,a tu już zapraszasz mnie do środka.Myślałem,że jesteś grzeczną dziewczynką.
-Podnies koszule-powiedziała,chciała mi zbadac serce-Michael, wiesz,że grzeczne dziewczynki kończą ostatnie.
-A ty gdzie konczysz?-spytałęm patrzac jej w oczy
-Zalezy od tego, gdzie zaczynam.Głęboki oddech.Wydech.Wdech-spojrzała mi w oczy,zapomiała że mnie bada.Mimo własnej woli zaczełem sie do niej zblizac,serce zaczeło walic mi jak młotem,miałem ochote dotknac jej ust,ale....
-Sara, potrzebujemy wsparcia-wpadła pielengniarka,Sara się wystraszyła.
-Tak. Przepraszam-powiedziała-Zaraz zrobię ci zastrzyk-odparłą i wyszła.
Gdy wyszła podeszłem do kanału i wylałem substancje chemiczna,ktora miała wypalic rury.Zrobiłem to sprawnie,podeszłęm do okna i zobaczyłęm patrolujacych strazników,nie jesetm pewny ale robia obchod co 18 minut.Nie byłem pewny,musze to sprawdzic.
Po chwili weszła Sarai zrobiła mi zastrzyk,igła mnie nie bolała,ale bolało mnie to ze nawet na mnie nie spojrzała,nic nie powiedziała,poczułem sie dziwnie.
12.30
,,Kanciapa straznków"
Robiłem przy scianie,ale myslami byłem gdzie indziej.
-Dobra, zmiana-powiedział Abruzzi do T-baga aby zmienił C-Nota-Sierżancie Sodomito, twoja kolej.
-Nie wiem wszystkiego o tobie, ale jak dla mnie, to tu robi się trochę zbyt ciemno, by kopać-powiedział T-bag do C-Nota
-Chcesz mi powiedzieć, że w Fox River jest dziura, do której nie chcesz wleźć?-spytał C-not
-Co?-powidział T-bag,podchodzac do Franklina
-Nikomu nie stanie się tu krzywd-powidział Linc oddzielając ich
-Wiesz, mam pytanie.Dlaczego ten makaroniarz nie macha łopatą?-spytał C-Not pokazujac na Johna
-Ja czynię przygotowania na zewnątrz.
-Naprawdę? Co to jest? Dokumenty przewozowe?
-Dokładnie. I to czyni mnie menedżerem.
-A nas robotnikami.
-Widzę, że łapiesz.
-Wiesz, menedżer powinien zwracać uwagę na warunki tutaj.Bo jeszcze pracownicy zastrajkują.Czaisz?
-Klawisz idzie.-powiedział Scure nagle wpadajac,zakrylismy dziure i wrocilismy do naszej symulowanej pracy
-Scofield.-poqwiedział straznik zwracając sie do mnie-Idziemy.Czas na twoją intymną wizytę.Twoja żona tu jest.
Jak wychodziłem to wszyscy patrzyli na mnie inaczej,jakby mnie wcale nie znali,bo tak było w rzeczywistości.
12.45
,,Moja żona"
Kiedy Nika przyszłą ja juz na nia czekałem.
-Przyszłaś.-powiedziałem gdy weszła do pokoju.
-Oczywiście.
-Co u ciebie?
-Świetnie. Znalazłam pracę.
-Dobrze. Cieszę się.-usmiehnełem sie
-Czy tu jest okropnie?
-Pamiętasz pierwsze miejsce,w którym mieszkałaś?Tamten hotel przy lotnisku?Jedyna różnica to $69 i darmowy szampon.
-Zawsze zachowujesz zimną krew.powiedziała dotykając mojej reki,zauwazyłem na jej rece pierscionek,ktory jej dałem
-Ciągle ją nosisz.
-Codziennie.Martwię się o ciebie.
-Niepotrzebnie.
-Czy jest jeszcze coś, co mogłabym zrobić?
-Tylko to, na co się umówiliśmy.
-Byłam taka zdenerwowana jak sprawdzali.Jedno pytanie.Po co ci karta kredytowa w więzieniu?
Nie odpowiedziałem nic,zaczlismy rozmawiac o roznych sprawach,ale nie chciała mi powiedziec gdzie pracuje,Wyszlismy po 15 minutach(do niczego nie doszło)
Gdy wycgodziła pożegnałem sie z nią,dałem całusa,miałem wraznie ze ktos nas obserwuje.
-Rozumiesz, że to standardowa procedura|po intymnym spotkaniu, Scofield?-powiedział Bellic gdy mnie sprawdzali
-Ostrożności nigdy zbyt wiele.
-Dobra, schyl się.Spędziłeś miłe chwile z tą Europejką?
-Była tu już kiedyś?
-- Dziś po raz pierwszy.
- Jesteś pewien?Niech mnie szlag, jeżeli jej skądś nie pamiętam.Może odwiedzała jakiegoś innego więźnia.Dwie pieczenie na jednym ogniu. Chwytasz?|
- Wiedziałbym.
Dobra. Jest czysty, kapitanie.
-Weź prysznic Scofield.Nigdy nie wiadomo, co kobieta może ci dać.
Odszedłem wkurzony,nie nawidziłem Bellicka,on zawsze mysli ze jest lepszy,jeszcze zobaczymy....
13.15
Gdy wrociłęm do kanciapy zobaczyłem ze wszyscy sie na mnie gapią
-Powiedziałem ci wszystko-powiedział do mnie Scure-o mnie i Maricruz,a ty nawet nie wspomniałeś, że jesteś żonaty?
-Później-odparłem
-Ciężki dzień, Scofield?-powiedział C-Note-Podczas gdy reszta z nas kruszy beton,ty masz dziewczynę do grania na twoim zardzewiałym puzonie?
-Trafił w sedno-odparł T-bagNie wydaje się to sprawiedliwe.Rozumiesz, co mam na myśli?
-Zamknij się i kop, T-Bag-powiedział zdenerwowany Lincoln
-Myślę, że ci idioci tutaj chcą wiedzieć,co ty robisz, gdy my kopiemy tą dziurę.-powiedział podsumujaco John.
Popatrzyłem sie na nich wszystkjich i odpowiedizałem:
-Idę na zakupy.
24.00
,,Cela"
Sucre patrzył przez lustreko czy nie zblizają sie straznicy.
-Dobra.Horyzont czysty.Karta kredytowa?-spytał zdziwiony-Jak cię klawisze z tym złapią, to nogi ci z dupy...
-Nie martw się-powiedziałemNie złapią mnie z tym.
- Skąd ta pewność?
- Bo ja...-obdarłem karte i została sama biała-nie mam karty kredytowej.
Zeszedłem do kanaów,gdzieki karcie poszedłem do pokoju gdzie przechowuje się rzeczy więzniów.Szukałęm długo i znalazłem moj worek.Byłem happy,ale wsrod moich rzeczy nie znalazłem mojego zegarka.Teraz sie skapnełem ze zarbrał mi go straznik.Musze go odzyskać.